... trzydzieści lat temu (1976)
z dyplomem z malarstwa,
z pracowni prof. Jacka Żóławskiego,
później Romana Usarewicza,
Gdańskiej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych,
wyszedłem na bezpowrotną drogę milczenia.
Obrzeżami figuratywności z niezachwianą
wiarą pionu, idę obijając się o potęgę dzieł
starych mistrzów.
Maluję.
Każde wyciągnięcie ręki do
nieskazitelnego metafizyczną czystością płótna
budzi lęk, paraliżuje naruszeniem świętości.
Trzeba czekać i zbierać w sobie odwagę
na desperacki skok w nieznane.
Wygrzebać z siebie całe barbarzyństwo
i w zapamiętaniu, ostrzem egoizmu niszczyć,
nadzieję, niemoc... Wracać,
pogodzony z własną nieudolnością, beztalenciem.
Wracać z tej otchłani i małymi łyczkami
sączyć alkohole barw,
odurzać się,
zapominać.
Poddać się samomalowaniu, zbliżać się
do niemożliwego, nieoczekiwanego.
Odkrywać prawdy najprostsze,
całym sobą,
ślepo wierzyć w dotknięcie,
malować...

Krzysztof Grzesiak

"Gdy widzimy już tylko to, co chcemy widzieć, osiągnęliśmy duchową ślepotę."

Marie Von Ebner-Eschenbach